Opowiem Wam dzisiaj o cudownej Saharze, o ogromnym obszarze pustyni, który skrywa w sobie niesamowite cuda natury. To miejsce człowiek okrążył liniami na mapie i nazwał je Algieria…
Algieria to nie jest kraj tak oczywisty do podróżowania jak np. sąsiednie Tunezja lub Maroko. Fakt, kiedyś nim był, był ulubionym kierunkiem wszystkich podróżników zakochanych w Saharze, ale zdarzyło się po drodze zbyt wiele, aby nim pozostał. Na szczęście najciemniejsze czasy wydaje się mieć już za sobą, i dzisiaj, jazda po Algierii znowu jest na pewien sposób możliwa. To nie znaczy, że można do niej wybrać się z marszu, bez przygotowania, wejść do garażu i zwyczajnie pojechać. Nie pozwolą na to ani wymaganie wizy która nie jest łatwą zdobyczą, ani sam jej charakter, bo jest to ogromny kraj, z Saharą w pełnej skali, z Saharą już tak na serio. Maroko lub Tunezja wyglądają przy Algierii jak dziecięcy piknik, przestrzenie które napotkacie na pustyni są o rzędy wielkości większe. Często sąsiednie miasta są od siebie odległe o setki kilometrów, a pomiędzy nimi jest tylko pustynia. W takich warunkach poruszać można się tylko specjalnie przygotowanymi do tego motocyklami, mam tu na myśli głównie paliwo i wodę. Gdybym miał porównać Algierię, myśląc o południowej Algierii, wskazałbym bardziej Mauretanię, to daje jakiś obraz. Obydwie pod względem surowości, odległości do pokonania i charakteru miejsca, są do siebie dość podobne.
Trzeba też pamiętać, że Algieria jest miejscem w którym zdarzyły się liczne porwania turystów oraz krwawe rajdy na pracowników tamtejszych rafinerii. To prawda, że od najgorętszych wydarzeń minęło już kilkanaście lat, ale wciąż nie da się zupełnie wykluczyć niebezpieczeństwa. Z tego względu, właściwie normą stało się podróżowanie pod eskortą żandarmerii i w towarzystwie lokalnego certyfikowanego guida, o ile tylko chcecie wjechać na południe kraju. Oczywiście, nie jest to rozwiązanie dla nas, bo marzymy i akceptujemy jedynie samotną i nieskrępowaną eksplorację bezkresu pustyni.
Dużo przeciwności, ale nagroda o którą się staramy jest wykwintna. Jak to więc wyglądało w praktyce? Nam się poszczęściło, udało się nam przejechać praktycznie cały kraj na własnych zasadach, bez eskorty i bez asfaltu, w starym dobrym stylu, samymi pistami przez pustynię. Nie znajdziecie tu jednak przepisu na to jak to zrobić, gdyż zwyczajnie nie ma czegoś takiego a mnie musiałaby zjeść totalna pycha żebym próbował Wam taki podać. Z pewnością potrzebne jest dużo szczęścia, dobre przygotowanie i uporczywość w dążeniu do realizacji podróży po swojemu.
Trasa i przygotowanie
Ponieważ nasz plan zakładał krosowanie pustyni, potrzebne były solidne przygotowania jeśli chodzi o trasę. Moim największym przyjacielem na długie zimowe wieczory został Google Earth. Wypunktowałem w nim ponad 700 miejsc, czasami ledwie widocznych pixeli, zdradzających jakieś ślady pośrodku pustyni. W ten sposób powstała sieć tracków o łącznej długości ponad 15tyś km. To daje swobodę w wybieraniu scenariusza wyprawy w zależności od rozwijającej się sytuacji. Zaplanowałem kilka wariantów, które nie zostały opisane w przewodnikach, ani o których nie słyszeliśmy z żadnych relacji. Oczywiście, takie przygotowanie nie jest potrzebne, kiedy zamierzacie się poruszać po widocznych na mapie drogach. Pokrycie OSM w Algierii jest jednak niewielkie, na południu są to w zasadzie tylko drogi krajowe oraz główne pisty. Cała reszta śladów wymaga samodzielnego odkrycia. Oczywiście po pustyni można poruszać się off piste, bez znajomości terenu, ale jadąc na krawędzi zasięgu motocykla, na dystansach jakie występują w Algierii, po jej rozległej Saharze, byłoby to skrajnie głupie.
Sahara w Algierii przybiera różne postacie, dominują przede wszystkim dwa wielkie ergi, wschodni i zachodni. Grand Erg Oriental jest w zasadzie nieprzejezdny, a przynajmniej jego centralna i bardziej wschodnia część, położona bliżej granicy z Tunezją. Nie chodzi o jego szerokość wynoszącą około 400-500km, tylko o rodzaj piasku. Ten jest absolutnie kopny, miałki, ma konsystencje mąki a wydmy o wysokości zaledwie kilku metrów i szerokości może kilkudziesięciu, wymuszają bardzo częste zmiany trajektorii. W takich warunkach jazda motocyklem jest bardzo trudna, bez znakomitego doświadczenia kończy się ciągłym wkopywaniem i totalnym wycieńczeniem już po kilku kwadransach. Zachodnia część tego ergu, dla odróżnienia, obfituje w bardzo wysokie wydmy lub wręcz obszary pokryte dziesiątkami wielkiego rodzaju seifów. Piasek tutaj jest zbity i twardy, ma zupełnie inna gramaturę, i jazda jest stosunkowo prosta. Drugi wielki erg, Grand Erg Occidental, znajduje się po wschodniej stronie kraju i charakteryzuje się tym, że pomiędzy wybitnymi wydmami widoczne są wyraźne "podłogi" czyli teren twardy, hamada. Nie są to jedyne ergi, w całej Algierii jest ich bardzo wiele, krosowaliśmy częściowo Erg Isaoune, Erg Admer, przejechaliśmy w poprzek ergu w górach Toukmatine. Piasek pojawiał się wielokrotnie w formie dużych diun, za każdym razem był jednak łatwy do jazdy, podobny jak np. w Merzouga.
Reszta pustyni to Hamada, ale również tutaj nie ma pełnej swobody w wyznaczaniu trasy. Pierwsza przyczyna to ogromne płaskowyże, urywające się długimi na setki kilometrów uskokami. Na naszej drodze stanął najsłynniejszy - Fadnoun Plateau. Jazda po nim poza drogą jest niemożliwa, to ogromne rumowisko wielkich skał. Nawet dotarcie do jego krawędzi nie załatwiło by sprawy, bo znajduje się tam kilkusetmetrowe urwisko. Kolejna rzecz to pasma górskie, prócz najsłynniejszych Hoggar także góry Toukmatine, góry Tefedest. To spore pasma, które trzeba albo ominąć albo znaleźć przez nie drogi. W końcu, przemysł naftowy i gazu ziemnego. Do wszystkich rafinerii i pól wydobywczych prowadzą super szybkie drogi techniczne, do tych dróg zbiegają się liczne ślady ze wszystkich stron, jest to doskonale widoczne na zdjęciach satelitarnych. My jednak nie chcemy się do nich zbliżać, z wielu przyczyn, dlatego właśnie unikanie tych dróg stanowi prawdziwą sztukę. Jak widać, nawigacja po pustyni nie jest taka prosta jak może się z początku wydawać i romantyczne założenie jazdy na azymut może się sprawdzić, ale tylko po wcześniejszym przygotowaniu. Wszędzie gdzie indziej pustynia jest rozmaita i nie pozwoli się zwyczajnie przeciąć.
No właśnie, pustynia. Pomyślcie że w Maroko, a już szczególnie w Tunezji, stworzenie trasy, która w jakiś sposób jest poprowadzona tak, aby przez 300-400km nie spotkać ludzi i zabudowań, jest sztuką. Algieria to inny rząd wielkości. Dosłownie. Tutaj puszczenie wodzy wyobraźni przy okazji tyczenia trasy to momentalnie track który ma znacznie więcej niż 600km. Po drodze nie ma nic, dosłownie nic. Wielka pustka wypełniona jedynie kolejnymi formami niesamowitego pustynnego krajobrazu. Dla przykładu, po drodze z Ouargla do Bordj Omar Driss, po pokonaniu pierwszych 50km nie spotkaliśmy żywej duszy, ani pasterzy, ani duarów, ani wielbłądów, totalnie niczego.
W takich okolicznościach nie można liczyć na szczęście, trzeba mieć pewność co do sprzętu, odpowiednie zapasy i plan awaryjny. Myślę że do Sahary z jaką będziemy obcować w Algierii potrzebne jest też doświadczenie.
A konkretnie? Odpowiednie przygotowanie to 40-50 litrów paliwa na każdym motocyklu, na niektórych sekcjach podparte dodatkowymi butelkami PET. Ponadto duże kilka litrów wody oraz tabletki do jej uzdatniania, na wypadek konieczności skorzystania ze studni. Oprócz oczywistych narzędzi niezbędny jest solidny zapas części do naprawy tego co może nas unieruchomić. W piasku nie używamy sprzęgła, ale i tak należy mieć ze sobą zapasowe tarcze, bo sprzęgło to najsłabszy element układu przeniesienia napędu. Mieliśmy porządnie zaopatrzoną apteczkę, także adrenalinę. W końcu, mieliśmy także komunikatory satelitarne i mówiąc zupełnie szczerze, nie wybrałbym się tam bez nich.
Wiedza
Do wyjazdu przygotowywałem się ponad rok. Książki, nieliczne relacje z wypraw, telefony do osób które były, HUBB i oczywiście lektura Chrisa Scotta. Nie liczcie zbyt wiele na grupy na facebooku, czy inne popularne źródła. Po prostu, nie ma tam zbyt wiele o Algierii, a jak już jest to zazwyczaj podstawowe banały, powtarzane w kółko i wszędzie.
Jeśli chodzi o literaturę to polecam szczególnie:
- Chriss Scott - Sahara Overland - to biblia overlanderów przemierzających Saharę, liczne wskazówki, trasy, wiedza podparta ogromnym doświadczeniem autora,- Chriss Scott - Desert Travels - doskonały zbiór relacji z kilku wypraw autora na Saharę, wśród nich wplatane kapitalne opowieści np. o ekspedycji Paula Flattersa,
- Antoni Ferdynand Ossendowski - Pod Smaganiem Samumu - niesamowita podróż w czasie i wiele ciekawostek na temat mijanych także przez nas miejsc i miast, materiał powstał ponad 100 lat temu, a dwie pierwsze pozycje w wyposażeniu autora to Kodak i Winchester,
- Jan Dąbrowski - Szeherezada - wspomnienia polskiego inżyniera z jego podróży po Algierii w latach 80'ych, wiele ciekawych spostrzeżeń, legend i opisów zwyczajów,
- Knut S. Bikor - The Maghreb Since 1800: A Short History - przybliża historię regionu
Wiza
Żeby wjechać do Algierii potrzebna jest wiza i jest to dość trudna wiza. Mimo że istnieje VoA (visa on arrival, załatwiana w ministerstwie przez certyfikowane firmy turystyczne, które następnie organizują z Wami przejazd przez kraj) to nas interesuje zwykła wiza, bo chcemy przekroczyć granicę własnym motocyklem i kontynuować jazdę samemu. Dostanie takiej wizy nie jest łatwe.
Tak jak zawsze, potrzebna jest odrobina szczęścia, ale najlepiej jest schwytać je mocno w garść i pomóc mu zadziałać. Są dwie drogi. Możemy wystąpić o wizę z zaproszeniem rezydenta, który zaprasza Nas do konkretnego miejsca w konkretnych datach, a całość jest przez niego podpisana w urzędzie i poświadczona przez urzędnika. Co ciekawe podpis w Algierskim zwyczaju ma postać odcisku palca wykonanego czerwonym atramentem, klasa! W tym przypadku musimy mieć kontakt do takiej osoby na miejscu. Druga droga to rezerwacje hotelowe, które stanowią swojego rodzaju plan naszej podróży.
Trudno mi jest napisać który sposób jest lepszy. Słyszałem o odrzuconych podaniach w obydwu scenariuszach. Np. nasze podanie rok temu nie zostały nawet rozpatrzone, a mieliśmy zaproszenie i solidnie przygotowane dokumenty. Co zawiodło? Pech, zły humor, kilka słów za wiele o motocyklach... Dużo zależy też od konkretnego konsulatu/ambasady, np. te we Francji wydają się łatwiejsze, ten w Polsce ma opinię trudniejszego.
Nam udało się uzyskać wizę za drugim razem, bez zaproszenia, polegając tylko na rezerwacjach. Wnioski składał jeden z nas, za wszystkie 4 osoby. Myślę, że najlepiej jest dokładnie zastosować się do listy wymagań na stronie ambasady (odpowiednie ubezpieczenie, wypełniony wniosek ze zdjęciami itd.), a rezerwacje dokonać z głową i w rozpoznawalnych hotelach, Dzięki tej sprytnej sztuczce szansa na dostanie wizy jest spora. Jak zawsze, ważny jest też uśmiech. Przy okazji składania wniosku pada pytanie o to czy wybieramy się na pustynię, o sposób transportu nikt nie pyta. Wizę dostaje się na dokładne daty na jakie wnioskujemy.
Granice, eskorta, gdzie można jeździć?
Do Algierii najlepiej jest przypłynąć, wtedy ma się właściwie pewność na wjazd do kraju. Z różnych źródeł można się dowiedzieć, że wszystkie procedury zajmują od 1.5 do 6 godzin, zazwyczaj. Alternatywą jest granica lądowa. Polecam tą najbardziej na północy, za miastem Tabarka w Tunezji. Im dalej na południe, tym granice są bardziej kłopotliwe, i zdarzają się nawet sytuacje, kiedy nie zostaniemy wpuszczeni i zostaniemy skierowani na inne przejście, zazwyczaj to znajdujące się bardziej na północ. Na granicy motocykle maja oczywiście pierwszeństwo i jest to pieczołowicie egzekwowane przez samych celników :-) W naszym przypadku całość procedur była błyskawiczna i trwała około 1.5h. Inne granice lądowe są obecnie zamknięte, Libia, Mali, Niger, Maroko, z wyjątkiem Mauretani, gdzie od niedawna wznowiono funkcjonowanie przejścia w rejonie Tindouf.
Niestety, obecnie macie prawie 100% szans na to że zjawi się również eskorta. W naszym przypadku została wezwana przez celników pod koniec naszej ścieżki przez granicę, już na etapie duane. Jak widać, jest to raczej odgórna wytyczna, i ciężko byłoby pewnie się z niej wykręcić. Z tego czego dowiedziałem się wcześniej, najczęstszy scenariusz jest taki że eskorta towarzyszy Wam w pierwszym dniu, a w połowie drugiego pozwalają Wam jechać dalej samemu. Najczęstszy, co nie znaczy że jedyny. Teoretycznie też, jazda po północy kraju jest wolna, ale mniej więcej od linii wyznaczonej przez miasta Ouargla oraz Ghardaia, dalsza jazda zazwyczaj jest nie możliwa i zostaniecie ładnie poproszeni o zawrócenie albo wręcz odeskortowani przez żandarmerię na północ.
No dobrze, to co konkretnie zwiększa Wasze szanse na to, aby jechać swobodnie i samemu? Jeśli znacie francuski, nawet tylko trochę, nie świecicie się z daleka jak milion dolarów, nie jedziecie orszakiem po horyzont, czyli jest was nie więcej jak powiedzmy 4 osoby, sprawiacie sensowne wrażenie, przekonując mundurowych do siebie i do tego że jesteście obyci, nie zgubicie się za zakrętem, macie GPS i komunikację, najlepiej satelitarną, wtedy wasze szanse rosną znakomicie. Najlepiej też jest zawsze wskazywać kolejne miasto jako cel podróży, to ucina domysły. Oczywiście, mając te same karty na ręce jedna osoba będzie bardziej przekonywująca, inna znacznie mniej, życie. Posterunek zazwyczaj komunikuje się wyżej w hierarchii. Dodatkowo, jazda pistami sprawia że napotkacie wiele mniej checkpointów, te znajdują się zazwyczaj na głównych wlotach i wylotach z miast. I naprawdę nie ma reguły, będąc głęboko na południu przejeżdżaliśmy checkpointy na których tylko nam pomachano, a na innych odbywaliśmy rozmowy i tłumaczyliśmy skąd i dokąd jedziemy, kim jesteśmy, gdzie pracujemy itd… Tak czy owak, uśmiech, dobre nastawienie i pewność siebie dodają tu bardzo wiele. Pamiętajcie że oni są tu dla Waszego dobra, mają dobre intencje i wytyczne z góry. Nie spotkaliśmy policjantów lub żandarmów którzy by byli w jakikolwiek sposób zirytowani, zdenerwowani lub po prostu źli ze względu na sytuację. Podziwiam tez ich cierpliwość, bo targowaliśmy się z nimi zaciekle :-)
Jeszcze jedna rzecz, niebieskie wozy i umundurowanie to policja, biało zielone wozy i zielony mundur to żandarmeria. Policja spotykana jest głównie w miastach i na północy, żandarmeria ma swoje posterunki na południu, są wyposażeni w samochody 4x4.
Bezpieczeństwo
Czy Algieria jest bezpiecznym krajem? Na tak zadane pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Według mnie zagadnienie bezpieczeństwa w Algierii ma zupełnie inny odcień niż w Europie. Przede wszystkim kraj jest zdominowany przez posterunki żandarmerii, miasta, szczególnie te południowe, są przesiąknięte widocznymi wszędzie policjantami i żandarmami którzy patrolują przestrzeń.
W Algierii wszyscy traktują nas normalnie. Nikt nie leci z białym obrusem, nikt nie ustępuje miejsca, nikt nie goni Was przez pół ulicy żebyście weszli do jego sklepu. Ludzie nie są wścibscy, nie narzucają się w kontaktach, ale kiedy rozpoczniemy rozmowę, to są zainteresowani i cieszą się z naszej obecności. Wszyscy są bardzo życzliwi, traktują nas jak gości w swoim kraju, nieprzywykli do turystów chcą pomóc. Nie wydaje mi się aby kradzieże były realnym problemem, jak zwykle nie wyjąłem kluczyka z motocykla przez prawie cały wjazd, jedynie podczas pobytu w hotelu. Właściwie nie spotkaliśmy się z żebractwem, jeśli już to ze strony czarnych imigrantów z Nigru. Co cieszy najbardziej, nie spotkaliśmy się też z żebractwem dzieci, wycelowanym na białych turystów. Nikt nie traktował nas jak białe skarbonki. To cudowne, i jest w największej mierze zasługą tego że nie ma turystyki i nie ma tabun turystów, którzy swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem prowokują i utrwalają takie zachowania.
Jest też jednak ciemna strona Algierii, mam na myśli ataki i porwania. Po tzw. czarnej dekadzie, kiedy w 2002r zakończyła się w Algierii krwawa wojna domowa, spokój zakłóciły porwania. W 2003 pierwsze porwania na całej Saharze miały miejsce właśnie w Algerii. Najsłynniejsze z nich, od których wszystko się zaczęło, wydarzyły się na tzw. Graveyard Piste w okolicy Illizi. Uprowadzono wtedy 32 osoby, turystów z Europy, poruszających się własnymi pojazdami, zażądano okupu. Po sprawnej akcji Algierskiej armii udało się uwolnić wszystkich zakładników. Fala porwań przelała się jednak przez Saharę, stopniowo zmieniając położenie coraz bardziej na południe, do krajów takich jak Niger i przede wszystkim Mali. Stopniowo też zaczął wysychać strumień podróżników z Europy, zarówno zorganizowanych w grupach komercyjnych jak i indywidualnych. Porwaniom dla okupu, towarzyszyły krwawe ataki na wioski i infrastrukturę związaną z przemysłem naftowym. W jednym z nich, w 2013r w okolicy In Amenas zgineło 40 pracowników i prawie wszyscy z atakujących 32 terrorystów. Za ataki i porwania odpowiedzialne są grupy pokroju AQIM (Al Qaeda of the Islamic Maghreb) lub powiązane z ISIS ISGS. Wszystkie one zostały zaplanowane w celu uzyskania okupu.
Dzisiaj porwania obcokrajowców są już bardzo rzadkie na terenie Algierii. Czy jest to zasługa tak licznych posterunków żandarmerii i wojska, czy może wybudowanego niedawno bermu wzdłuż granicy z Mali? Nie wiem, ale na pewno nie są one w stanie kontrolować niezmierzonych połaci terenu rozpostartych na piaskach i hamadach Sahary. Dlatego jadąc po jakiejś bliżej nieokreślonej trajektorii środkiem pustyni, daleko od asfaltów i daleko od ogranych turystycznych hitów, byliśmy totalnie nie do przewidzenia przez nikogo, kto by się mógł lub chciał nas spodziewać. Po prostu zanurzaliśmy się w Saharze. Nie zdradzaliśmy też swoich zamiarów, pytani o cel byliśmy co najmniej nieprecyzyjni. Do tego brak świateł w motocyklach, biwaki rozbijane tak aby były dyskretne, a na nich jedynie delikatne czerwone światło. No i zawsze mamy ze sobą komunikatory satelitarne, w tym przypadku InReach.
Przewodnikowo
Algierię podzieliłbym na 3 obszary. Zielona i górzysta północ obfituje w pola uprawne i nowoczesne białe miasta. Jest tu pod wieloma względami europejsko. Miasta składają się zazwyczaj z Kazb, Ville Nouvelle oraz współczesnych blokowisk. Północ to też obszar występowania licznych pozostałości Cesarstwa Rzymskiego. Po ustąpieniu Atlasu zaczyna się pustynia, dwa duże ergi i hamada między nimi. Aż do linii na której znajduje się El Menia jest jeszcze swobodnie, miasta są żywe, na ulicach obecne są kobiety, wokół tych miast liczne są sztucznie nawadniane uprawy. Poniżej zaczyna się to co nazwałbym głębokim południem. Drogami jadą same ciężarówki, pełne na południe, puste na północ. Liczne checkpointy monitorują ruch. Miasta są od siebie oddalone o setki kilometrów, nie ma między nimi paliwa, a stacje w miastach często można wytropić po kilometrowych kolejkach po paliwo. Miasta są w rodzaju tych najbiedniejszych, zaśmiecone, trochę jak w Mauretani. Na ulicach można obserwować nie tylko Berberów, ale tez przybyszów z Nigru. Ci ostatni pracują najczęściej w rozwiniętym na południu przemyśle naftowym. Właściwie nie widać kobiet.
Francuski to język urzędowy w Algierii. Najlepiej jest znać kilka podstawowych słów i zwrotów, resztę załatwi gestykulacja. W ten sposób dogadamy się prawie wszędzie. W dużych miastach, albo w miejscach turbo turystycznych, jak np. Djanet, można liczyć że ktoś będzie znał angielski. Nie jest to jednak pewnik i dotyczy głównie młodych ludzi.
Jeśli chodzi o jedzenie, to bez żadnego ryzyka mogę powiedzieć, że pod tym względem nie ma szału. Algieria nie wyróżnia się specjalnie, w żadną stronę, to taki północno afrykański standard. Na śniadania są gotowane na twardo jajka z bagietką, crossaintem i kawą, czasem lepsze ciasta. Kawa oczywiście przepyszna, z wielkich kolbowych maszyn na dźwignie. Na północ da się zamówić kilka tzw. narodowych dań, będą to głownie harira, tajine lham z jagnieciną i couscous w najróżniejszych odmianach. Osobiście nie jestem ich fanem. Na południu królują kury, kury z rożna, kury szaszłyki, kury w bagiecie, kury w formie jednogarnkowej, do wyboru. W sklepach również typowo dla północnej Afryki, głównie przetworzone dmuchane słodycze, nieco puszek z tuńczykiem i pomidorami, słodkie napoje, ryż i makaron, reszta stanowi tło. Ok, może poza chałwą, nazywaną tutaj halwat el-turc. W ogóle cukiernie są doskonałe, na wzór francuski. Warzywa, daktyle oraz różności dostępne są na targach. Algieria produkuje swoje wino, ale jest ostentacyjnie niedobre i dostępne tylko na północy, normalnie alkoholu się tu nie używa. Za to doskonała jest tutejsza herbata, napowietrzana jak wszędzie wokół.
Jeśli chodzi o aspekt finansowy, to najważniejsza rada - należy wymienić walutę u cinkciarza, wtedy kurs to 260DZD za 1EUR, podczas gdy oficjalny to około 140DZD. Możecie wymienić flotę w ten sposób albo blisko granicy, albo przy jakichś większych hotelach. Teraz najlepsze, litr benzyny to 47DZD, kura z patyka niecałe 2000DZD dla 4 osób wraz z sałatą, przystawkami, colą i kawą. Ceny są naprawdę miłe. No i jak już pisałem, właściwie w ogóle nie ma miejsc typowo dla białych turystów, które oprócz swojej sztuczności charakteryzują się mnożnikiem w cenniku.
Acha, bo to dla niektórych ważne, Airalo działa dobrze, da się oglądać śmieszne kotki w interentach, natomiast kolega który kupił pakiet z Orange jeszcze na terenie Europy mógł oglądać kotki w większej ilości miast.
Dotarłem do końca, pewnie przydałoby się jakieś podsumowanie. No to banał, Algieria jest wspaniałym miejscem na świecie. Już teraz marzę o tym aby tam wracać, kreślę niewyraźnie plany. Nie widziałem jeszcze nawet ćwiartki całej Sahary, ale ta w Algierii zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Jeśli prądy zmian będą nadal napierać z właściwej strony, to wyjazdy do Algierii staną się łatwiejsze.
Na koniec, z całego serca polecam tego dżentelmena, zjadł zęby na Saharze i to jemu zawdzięczam nie tylko zafascynowanie górami Hoggar, które zawiodło mnie w końcu do Algierii, ale także większość twardej wiedzy na temat tego kraju i Sahary, Chris Scott: Chris Scott Sahara Overland




































































Leave a comment