Light is Right - Kubki

The Rugged Rides 1/18/2024

Nie wyobrażam sobie dobrego biwaku bez gotowania, lub choćby dobrej kawy o poranku. Dlatego kuchnia to jeden z najważniejszych elementów mojego bagażu. Tak jak w przypadku pozostałych elementów, także na kuchnie patrzę minimalistycznym i surowym okiem. Wciąż poszukuję złotego środka, i musze przyznać że jest to bardzo ciekawe zajęcie :)

Dzisiaj chciałbym zając się tematem garnków. Tak zwyczajnie. Temat jest z pozoru trywialny - kupuje najlżejsze możliwe do znalezienia naczynie i kończę temat. No to nie. Tytanowe garnki, bo o nich myślę, są bardzo ok, tyle tylko że nie znalazłem jeszcze takiego, który by miał radiator, grubsze dno oraz pokrywkę, bez wystających elementów. To wszystko jest potrzebne, bo w naczyniu bez radiatora marnuje się mnóstwo gazu, a ten przecież oszczędzamy. Absolutną sztuką jest też nie przypalić tego co się przyrządza, winą są niezwykle cienkie ścianki. Rozmyślając gdzie w takim razie znajduje się sweet spot pomiędzy wagą naczynia, a wagą kartusza, łatwością gotowania i wielkością całego zestawu, postanowiłem wykonać prosty eksperyment - zagotować w każdym z nich, w tych samych warunkach, 500ml wody, mierząc dokładnie ile gazu zużyłem oraz dokładny czas do wrzenia.

Na warsztat wziąłem:

- Lixada Titanium 650ml, ultra lekki i malutki zestaw na weekendowe wypady, w środku mieści się pieknie kartusz 100g oraz palnik, zapalniczka i szmatka, w zasadzie zbyt mały aby przygotować makaron, ale starczy na kawę bądź proste letcho, waga 103g

- Teaks Titanium 1100ml, zestaw składający się z małej patelki oraz naczynia o pojemności około 1 litra, dotychczas mój podstawowy setup na dłuższe wyjazdy. Minusem są dość ostre krawędzie przy uchwycie, ale też wrażenie, że mnóstwo energii idzie w powietrze. Waga 144g.

- Fire Maple XK6, 1000ml, aluminiowy garczek z radiatorem oraz plastikową elastyczną pokrywką, sporo miejsca w środku, waga 189g,

- Jetboil Zip, 800ml, radiator, dedykowany palnik oraz neoprenowa izolacja. W tym porównaniu traktuje go nieco jako bonus, gdyż nigdy nie używałem go do gotowania niczego innego niż wody. Jestem bardzo ciekaw jak wypadnie na tle reszty. Jetboil to dziwne urządzenie, zintegrowane, dość ciężkie a jednak nie da się go nie lubić. Waga 325g wraz z palnikiem (188g sam garczek, 114g palnik, 23g pokrywka),

Poza Jetboilem, w przypadku wszystkich garczków użyłem do pomiaru palnika BRS-3000T o mocy 2700W. To dość mocne maleństwo o wadze zaledwie 24g. Warunki dokładnie te same, brak wiatru, stabilna temperatura wody oraz otoczenia. Wyniki:

- Lixada Titanium 650ml, czas do zagotowania - 3:39s, zużyty gaz - 8,5g,

- Teaks Titanium 1100ml, czas do zagotowania - 3:29s zużyty gaz - 7,5g,

- Fire Maple XK6, czas do zagotowania - 1:32s, zużyty gaz - 4,5g,

- Jetboil Zip, czas do zagotowania - 2:40s, zużyty gaz - 5,0g

Wszystko jasne! Mimo szczerej sympatii do tytanu, czas chyba przesiąść się na alu z radiatorem. Po kilku dniach używania zysk z zaoszczędzonego gazu przewyższy nieco większą wagę. Do tego gotowanie jest szybsze i przyjemniejsze, w głowie jest większy spokój że ogień nie idzie w powietrze, gdyż sprawność jest zdecydowanie wyższa. Na przedłużone weekendy dalej zostawię mały tytanowy kubek, tej wagi i objętości nie da się przebić.

Warto jeszcze dodać słówko o dość kiepskim wyniku Jetboila, myślę że powodem był zatkany palnik, będę musiał go wyczyścić i powtórzyć pomiar. Podczas dłuższego ogrzewania wody, większa ilość energii jest w stanie uciec w powietrze, nawet mimo zastosowania jedynej wśród stawki izolacji.

A tytan? Być może będzie to lepszy wybór do kuchni na benzynę, której nie trzeba przecież oszczędzać, a na długiej wyprawie liczy się przede wszystkim niezawodność i waga. Ale do tego jeszcze wrócę innym razem.