Kończymy zwiedzanie miasteczek i tułaczkę po Rif, czas na to co najlepsze - wysokogatunkowe szlaki z dala od cywilizacji, z dala od utartego turystycznego szlaku! Nabieramy wody, paliwa, robimy zakupy i lecimy. Śpimy na samym klifie w jednym z największych lasów cedrowych na świecie. Mieszkają w nim małpy, które mogą Wam skraść wszystko co pozostawione bez opieki. Miejcie się na baczności! :) W góry wspinamy się genialnymi szutrówkami, potem kontynuujemy już bez drogi, którą została wymyta, wprost po dnie rzeki, po dnie kanionu. Rozbijamy tam kolejny obóz.
Następne dni przynoszą nam dziesiątki wspaniałych w swojej formie wioseczek, spotykamy w nich ludzi prostych i uroczych. Nasze ścieżki robią się coraz węższe, w końcu trafiamy na miejsce magiczne, krawędź masywu, z którego rozciąga się zapierający dech w piersi widok. Śpimy zawieszeni w totalnych pustkowiach, gruzowiskach usianych kamieniami. Jest właściwie idealnie. Tylko księżyc świecący w pełni nie współgra, nie mogę zrobić zdjęcia drogi mlecznej rozpostartej nad namiotami...


.thumb.jpg)










.thumb.jpg)

.thumb.jpg)




















.thumb.jpg)






.thumb.jpg)






.thumb.jpg)
.thumb.jpg)




.thumb.jpg)













Leave a comment