A gdyby tak zorganizować coś zupełnie innego? Oczywiście, nadal w najlepszej pod słońcem formule, krzaki, ścieżki, asfalt to lawa, wspaniałe biwaki, dużo i intensywnie… tylko żeby zebrać więcej osób i urządzić taki trochę rajd, gdzie każdy dostanie tracka i będziemy się mieszać w mniejszych grupkach? No to jazda… sprawdźmy to! Ogłoszenie późną jesienią, selekcja, dogrywanie szczegółów…
13 osób, prawie 5 tyś km wybornej pętli po Maroko i Saharze, lekkie sprzęty szykowane do adv, nowe twarze, znane twarze, mycie garów piaskiem, przedzieranie się przez środek ergów, wstawanie po ciemku, kąpiele w rzece pośrodku niczego, bezkresne hamady, marokańska kuchnia, śnieg, szron, upał, pył, ogniska do późna, przebijanie się przez burzę piaskową, jazda singlami w górach, szybkie proste po plażach, podziemia w kopalni, winkle na przełęczach…
Udało się. Na biwaku widzieliśmy się codziennie, czasami w komplecie, czasami w mniejszym gronie, kiedy ktoś albo wysforował się za bardzo do przodu, albo uległ pokusom hotelu. Okazało się przy tym, że zebrało się 13 wspaniałych wariatów, każdy poświęcony wspólnej pasji, i każdy zupełnie inny. Dzięki!













































Leave a comment