Tunisia - Dirt Roads II

The Rugged Rides 11/29/2025

Mniej więcej 4 lata temu byliśmy na pierwszym wyjeździe do Tunezji. Wtedy skupiliśmy się więcej na północnym wybrzeżu, a pętle kończyliśmy ledwie za Ksar Ghilane. W ogóle to był nasz pierwszy poważny wyjazd na czarny ląd, rekonesans. Teraz wróciliśmy tam w potężnym składzie i zrealizowaliśmy Dirt Roads II. I poprawiliśmy! I co, jak było?

No to pierwsza sprawa - formuła wyjazdu. Od jakiegoś czasu zapraszamy wszystkich którzy kochają biwaki i długodystansową turystykę offroad do wspólnego udziału w naszych rajdach. Całość ma charakter totalnie amatorski, w duchu takich rajdów, które potem stały się sławne, ale na początku również skupiały samych świrów, dla których najważniejsze były droga i dobra zabawa. Odzew był zaskakujący, koniec końców ilość zdecydowanych na to, żeby przez dwa tygodnie żyć jak bezdomny jeżdżąc zygzakami po całym kraju, naturalnie ustabilizowała się na poziomie 16 osób.

Oczywiście nie znaczy to że lecimy pełnym piecem szeroką ławą na 16 motocykli! Wszyscy podążamy po tracku, ale w różnym tempie, wyjeżdżamy rano w różnym czasie, a na trasie często na siebie wpadamy, lub spotykamy się we wioskach i miasteczkach. Za to wszyscy codziennie widzą się na biwaku, bo każdy z nich został z góry naniesiony na trasę rajdu. Pomysł z biwakami okazał się gamechangerem, wprowadza rajdowy klimat, bo każdy wie że musi docisnąć do biwaku codziennie, choćby już po zmroku. Do tego pozwala codziennie się wszystkim spotkać, powymieniać emocjami, poogarniać wspólnie sprzęty, omówić trasę na kolejny dzień… Wiecie, to rajd nie dla wyniku, nie po to by się ścigać i kręcić czasy, to rajd na wytrwałość i przejechanie całości.

Track położyłem w tym roku w taki sposób, żeby pokazać wszystkie możliwe oblicza Tunezji. Była górzysta północ, rolniczy środek, mokre w tym roku chotty, puste hamady na południu, piaskowcowe krainy licznych kanionów i na deser, creme de la creme, jej ekscelencja Sahara. Track jak zwykle malowany był głównie z widoków satelitarnych, bo pokrycie OSM w Tunezji jest na poziomie mocnych 30%. Jak zwykle był pomyślany na lekkie motocykle. Za to nowością było w tym roku to że, podzieliliśmy go na dość krótkie odcinki dzienne, niektóre miały zaledwie 170-180km. Zrobiliśmy tak wiedząc że dni będą krótkie i grupa spora. Przed wyjazdem miałem obawy że może to wyjść za krótko, za mało, że przyjedzie jakiś naładowany estrami hirołs i objedzie wszystko w 3 godziny… nic z tych rzeczy! W sumie całość trasy przejechały ledwie 3 lub 4 osoby, wszyscy pozostali odpuścili mniej lub więcej etapów, tzn. że było w sam raz!

Chciałbym jeszcze napisać o tym jaką destynacją do jazdy jest Tunezja. W wielu miejscach spotkacie się z opinią że to najłatwiejszy afrykański kraj. Rzeczywiście, kraj jest przyjazny dla turystów, na swój sposób europejski. Jest tanio i dość bezpiecznie. Myślę jednak że Maroko wypada ogólnie lepiej. Szczególnie teraz kiedy na rynku działa sporo przewoźników, którzy zrobią tak, aby wasze motocykle czekały na Was w Maladze. Wtedy okaże się że dojazd jest dużo łatwiejszy, a kraj oferuje o wiele więcej swobody i przestrzeni. I tu docieramy do czegoś co uderzyło we mnie najmocniej - Tunezja okazała się ciasna! Kto jeździł po Saharze Zachodniej, albo chociaż hamadami wzdłuż granicy z Algierią w Maroko, dla niego Tunezja będzie zdawała się upstrzona wioskami, plantacjami, irygacjami, drogami… dopiero wypad na głębsze południe sprawia że robi się ciekawie. Ale tylko na chwilę, bo nieformalnie uznaje się że mniej więcej od linii miasta Remada zaczyna się strefa militarna (Sud), do której turyści nie mają wstępu. My oczywiście poruszaliśmy się własnymi śladami, wjeżdżaliśmy wszędzie od tyłu, dlatego nie wpadliśmy za bardzo na patrole i checkpointy, ale na głównych szosach z pewnością Was stamtąd zawrócą.

Fun fact #1: Ponownie okazało się że żadne dwucylindrowe konstrukcje nie są adekwatnym narzędziem na taką turystykę. Jeszcze nie zdarzyło się żeby któryś, który mimo ostrzeżeń i zniechęcania się z nami wybrał, przejechał więcej niż połowę trasy!

Fun fact #2: Biorąc pod uwagę udział 16 maszyn i dystans 3000km, to przejechaliśmy kulę ziemską dookoła! Gdybyśmy byli żużlowcami, to zrobilibyśmy wspólnie 137142 kółek wokół stadionu, jakie to szczęście że umiemy w nawigację…

Zapraszam do zdjęć, zamieszczam parę ujęć z Dirt Roads II które mam nadzieję zainspirują Was jazdy!