Tunezja. Zgodnie z obietnicą poświęcę jej nieco więcej czasu, zdecydowanie warto!
Są takie miejsca na ziemi, po których odwiedzeniu zostaje w nas swojego rodzaju pozytywny niepokój, coś co nie pozwala zapomnieć o przeżytej przygodzie i powoduje że nasze myśli wracają do tego miejsca nawet wiele dni po powrocie. Tunezja jest dla mnie jednym z takich miejsc. W jej przypadku nie chodzi o odległość ani trudność dostania się tam. Dla mnie Tunezja oddalona jest o 1400km od domu, resztę dystansu się płynie a czas mija w oczekiwaniu na przybycie do portu. Tunezja jest ciekawa bo ma do zaoferowania cały wachlarz różniących się od siebie krajobrazów, mimo że bardzo Europejska to jednak jest krajem Afrykańskim, byłą kolonią, a ludzie tam są szczerze życzliwi dla nas, brudnych i zmęczonych podróżników zabiedzonych jazdą niewygodnym motocyklem :-) Jest coś jeszcze... Sahara.
Tunezja ma obecnie bardzo poważny problem, jest nim brak turystów. Turyści z krajów zachodu odwrócili się od Tunezji, myślą że jest tam niebezpiecznie. Nic bardziej mylnego, Tunezyjczycy robią co mogą aby odwrócić tą klątwę, poczujecie to na każdym kroku. Działania te są z reguły oddolne i zupełnie szczere, atmosfera przebywania tam teraz jest wspaniała. Z tego powodu i ze względu na oferowane przez Tunezję setki kilometrów prawdziwie adwenczurowej uczty namawiam Was gorąco do tego aby odwiedzić ten kraj, w najbliższej przyszłości!
Droga
Do Tunezji można dostać się w bardzo prosty sposób promem. Promy odpływają z Genoa, Civitavecchia oraz Salerno. Dla nas najbliższy wydaje się ten pierwszy, ale Civitavecchia to tylko 100km dalej, a ceny oraz czas rejsu są znacznie mniejsze. Wszystko można sobie przeanalizować tutaj: https://book.aferry.com/. Koszt promu dla jednej osoby wraz z motocyklem to około 300-320E w jedną stronę.
Jeśli chodzi o samych przewoźników to zdecydowanie polecam włoskiego GNV. Prom jest nowocześniejszy i nieco czystszy, kabiny są większe i wygodniejsze, ceny na pokładzie są normalne a organizacja istnieje, np. panowie z załogi pokażą Ci gdzie zaparkować motocykl. W tym zestawieniu CTN wypadło znacznie gorzej, więc jeśli tylko pasuje Wam termin to polecam tą pierwszą linię.
W każdym przypadku musicie jednak przejść ścieżkę życia w porcie, jednym bądź drugim. Nie oczekujcie standardów znanych z lotnisk. Zamiast tego przygotujcie się na zabawę polegającą na rozwiązywaniu pojawiających się zagadek, jak w starej grze przygodowej. W porcie w Genui nawet jeśli uda Wam się trafić pod szlaban do wjazdu to musicie jeszcze się stamtąd wycofać i odnaleźć biuro firmy CTN. Wszystko po to aby odebrać fizyczny egzemplarz biletu, gdyż tego ten przewoźnik nie wyśle Wam emailem. Dwa kilkupoziomowe skrzyżowania i jesteście - biuro znajduje się w poczekalni dla pasażerów. Teraz sprawy ad. 2021, czyli COVID. Obecnie Tunezja wymaga oficjalnie testów PCR. Jeśli jednak porozmawiacie w odpowiedni sposób z obsługą linii promowej to zwykłe testy "rapid" okażą się wystarczające. Na miejscu w Tunisie nikt tego raczej nie sprawdza, wystarczyły jedynie standardowe wydruki ze szczepieniem. Testy rapid możecie wykupić w aptece na terenie wspomnianej już poczekalni, stamtąd skierują was do zaparkowanej karetki, a tam przeuprzejmy pan pogmera Wam w nosie. Gotowe wyniki testów macie po około 20min na papierze wraz z oficjalnym QR code'em. Tak było w naszym przypadku, sytuacja zmienia się jednak dynamicznie, więc najlepiej jest po prostu zorientować się zaraz przed wyjazdem.
Nie pchajcie się pierwsi, jak zwykle robią motocykliści. I tak najpierw wpuszczą TIR'y oraz swoich w busach. Dopiero potem jest nasza kolej. Jeśli to CTN to kiedy każą Wam wjeżdżać na pokład, zignorujcie dawane przez obsługę sygnały i zaparkujcie od razu przy wjeździe po prawej stronie. Kiedy prom dopłynie na miejsce wjazd zamieni się na wyjazd, a Wy będziecie pierwsi. Inaczej będziecie stali 30min w gęstym dymie spalin, bo wszyscy włączają silniki i ryją się na złamanie karku, tak jakby od tego zależało ich życie. Nie zapomnijcie przypiąć motocykla, obsługa nie zrobi tego za Was, pasy znajdziecie gdzieś w okolicy rufy.
Rejs trwa od 23 do nawet 30 godzin, alko możecie kupić zawczasu w porcie, albo w sklepie bezcłowym na promie, obydwa sposoby są ok :-)
Teraz wjazd do Tunezji, port La Goulette. Uśmiech na twarzy i do przodu. Nawet jeśli nie macie jakichś papierów to Wam je wręczą i wypełnią. Im naprawdę obecnie zależy abyśmy odwiedzali Tunezję. Żeby jednak nie dodawać pracy celnikom jeszcze na promie warto wypełnić wszystkie papierki. Kiedy zobaczycie kolejkę na jednym z pokładów, to znaczy że właśnie jest na to czas.
W porcie będą też od Was chcieli papierki dotyczące wjazdu motocyklem. Te papierki wręczają naganiacze, spokojnie możecie ich olać i jechać wprost do budek celników. Kilka pieczątek i po sprawie.
Powrót. Chciałoby się napisać że wszystko to samo tylko w odwrotnej kolejności, ale nie. :-) Po pierwsze, schowajcie gdzieś dobrze zieloną karteczkę dotyczącą wjazdu motocyklem, będzie potrzebna przy powrocie. Po drugie, w porcie w Tunisie obsługa linii promowych współpracuje z naganiaczami. Dlatego nie ma żadnych pustych dokumentów do wzięcia ani żadnych znaków informujących w jakim kierunku jechać. Zamiast tego karteczki i dokumenty wręczą Wam naganiacze, podbije pracownik przewoźnika, a odprawy dokona pracownik w jego biurze, dokładnie tak wygląda to szaleństwo 🙂 Potem naganiacze pokierują Was w odpowiednim kierunku do właściwego gate'a. Jeśli musicie coś jeszcze wydrukować albo wypełnić (np. obecnie jest to jakiś bardzo ważny dokument wjazdowy do Włoch którego i tak nikt nigdzie nie sprawdza) to możecie udać się do sklepu z pamiątkami i kwiatami w porcie. Jest tam kilka dobrze wyposażonych stanowisk z obsługą, która w tej materii zrobi dla Was wszystko - doradzi, wypełni i wydrukuje niezbędne dokumenty.
Jeśli chodzi o samą drogę, my przelecieliśmy całość autostradami, traktowaliśmy je czysto tranzytowo. Poza sezonem warto jechać w kierunku Wenecji i Udine i przebijać się przez Klagenfurt. Chodzi o temperatury. Tam będziecie mieli najwyżej 1000m na przełęczach, zazwyczaj przejezdnych nawet pod koniec listopada. Warto dodać jeszcze oczywistości, paliwo macie znacznie taniej poza autostradą, gdzie warto zresztą zjechać także na jedzenie. Ogólnie koszt całego odcinka włoskiego dla motocykla to niebagatelne 50E w jedna tylko stronę! Jeśli jechałbym w sezonie to pewnie wybrałbym bardziej malownicze drogi o mniejszej kategorii, zdecydowanie.
Warunki, pogoda, drogi i wyznaczanie trasy
Tunezja to tak naprawdę kilka różniących się od siebie obszarów, wszystkie są bardzo interesujące. Nasza trasa prowadziła przez każdy z nich. Jechaliśmy przez dwa pierwsze tygodnie listopada, a więc już w porze deszczowej, która trwa tam właśnie od listopada do marca. Deszcze nie były jednak bardzo uciążliwe, padało głównie o świcie i to mało. Temperatury w dzień były idealne na motocykl, od kilkunastu do dwudziestu kilku stopni, oczywiście na plusie :-) W nocy, szczególnie w górach spadało do okolic 5 st. C. Ogólnie jeśli chodzi o pogodę to myślę że październik-listopad to najlepszy okres, prawdopodobnie dobrze jeździć będzie się także w marcu-kwietniu, choć na wiosnę może być znacznie więcej błota.
A jeśli piszemy już o błocie to warto wspomnieć że okolicę Tunisu pełne są prawdziwych błotnych pułapek. Błoto ma tam konsystencje plasteliny i bywa naprawdę zdradzieckie, szczelnie zalepia opony i motocykl, skutecznie uniemożliwiając jazdę. Z tego też powodu warto mieć wysoki błotnik, niski zapycha się momentalnie. To błoto jest o wiele gorsze od tego, które spotkać możecie np. w podkarpackim lub na północny wschód od Krakowa. Jest jeszcze sprawa Chott el Djerid. To jezioro da się najpewniej pokonać właśnie pod koniec pory suchej, inaczej stanowi niebezpieczną pułapkę.
W sprawie panujących warunków w Tunezji jest jeszcze piasek, Sahara. Jazda i przebywanie na wydmach to zupełnie co innego niż to do czego można przywyknąć, lub czego można nauczyć się tutaj w Europie. Piasek na Saharze jest bardzo drobny, to bardziej konsystencja mąki niż drobnych ziarenek skały. Kiedy wydmy są jeszcze zimne i nieco wilgotne po nocy to wszystko wydaje się być w porządku, ale kiedy przeschną zaczyna się prawdziwa zabawa. Jako totalni nowicjusze pokonaliśmy początkową krzywą uczenia dosyć szybko i już po dwóch dniach mniej więcej wiedzieliśmy jak czytać wydmy na tyle, aby nie skończyć z motocyklem zakopanym ponad osie od samego tylko najechania na miękkie miejsce. A dzieje się to nawet przy sporej prędkości i z motocyklem o wadze "tylko" 150kg. Po prostu musisz wiedzieć gdzie są takie miejsca, nie ma sensu tego opisywać, tą umiejętność da tylko praktyka. Jeździć należy z wyczuciem, poszanowaniem dla prędkości i z pewną dozą bezwzględności :-) Pierwszy bieg to za mało, musimy utrzymać kinetyczną bezwładność i nie bać się odkręcić do oporu jak tylko poczujemy że wymaga tego od nas sytuacja. Nie można jednak przesadzić gdyż wydmy bywają ścięte pod bardzo ostrym kątem, wiele osób z nadmiernym przywiązaniem do prędkości skończyło ze złamaniami lub gorzej. Piach dostaje się wszędzie, jest super drobny, więc przenika przez super niewielkie nieszczelności. Nie oszukujmy się, sprzęt dostaje ostro w palnik, widać to po temperaturze silnika, spalaniu oleju i paliwa. Z tych wszystkich względów wydmy są bardzo niebezpieczne. Wycieńczamy się na nich w turbo szybkim tempie. Wybieranie się na wydmy bez odpowiedniego zapasu wody lub samemu to raczej słaby pomysł. Naprawdę. Jeśli chodzi o trasę to jak zwykle zainwestowałem kupę czasu przed wyjazdem aby narysować track jak najlepiej, tak żeby był płynny i przejezdny, i żeby było na nim jak najmniej asfaltu. Standardowo, korzystałem z map topo osm, z satelit na Google Earth i z Bing. Skrócę historie i napiszę wprost, Tunezja daje niesłychaną swobodę i łatwość jazdy. Coś co na mapie wydawało się trudne albo niedostępne, w rzeczywistości dało się przejechać bez większych problemów. Często znajdowaliśmy drogi których w ogóle nie ma na mapie, lub których przed wyjazdem nie dojrzałem na satelitach lub uznałem że będą totalną ujebką. Wycof zaliczyliśmy tylko raz i nie dlatego że nie dało się jechać, tylko ze względu na późną porę. Czyli w sumie, jest zupełnie na odwrót niż na Bałkanach :-) W 2009r cały obszar Tunezji został podzielony na strefy, strefa Nord, strefa Sud oraz pozostałe rejony kraju. Do strefy Nord oficjalnie nie poleca się jeździć, do strefy Sud potrzebujecie pozwolenie i przewodnika, reszta kraju bez ograniczeń. Mapką wspomnianych rejonów dostępna jest tutaj: https://saharaoverland.files.wordpress.com/.../fco.... Byliśmy w strefie Nord, bez problemu, łatwo można zahaczyć też nieco czerwonego obszaru w górach. Jeśli chodzi o totalne południe to jest to dość głęboka Sahara więc motocyklami bez wozu suportu i tak mało kto się tam wybiera.
Noclegi, jedzenie
Swoim zwyczajem nie korzystaliśmy z hoteli, śpimy pod gwiazdami, przy najlepszych widokach. Ten sposób w Tunezji idealnie zdaje egzamin. Poza jednym wyjątkiem. Wyjątkiem okazał się park narodowy, w którym jedni strażnicy odnotowali nasz wjazd, a kolejni się na nas nie doczekali po drugiej stronie. W ten oto sposób, w nocy, mieliśmy kontrolę czy wszystko w porządku od starannie umundurowanych, ale jak zwykle szalenie życzliwych nam, panów z żandarmerii. Oczywiście Tout va bien!
Kiedy jeżdżę po świecie chcę próbować lokalnych potraw. W Tunezji poza restauracjami istnieje mnóstwo bardzo dobrych streetfood'ów, ich specjalnością są bagietki lub podpłomyki (Mlaoui) z tuńczykiem, harrisą, omletem, frytkami i warzywami. Najczęściej ze wszystkim na raz, na ciepło. Są wspaniałe. Warto skosztować też La Blabi oraz Molokhia. Wszystkim foodie szczególnie polecam tą drugą pozycję, to gotowana przez wiele godzin z liści gęsta przygoda kulinarna :-) Wzorując się na streefodach wpadliśmy też w ekscentryczny nawyk jedzenia bagietek z tuńczykiem i warzywami, harrissą i fasolą lub groszkiem na biwakach, gorąco polecam, szczególnie że puszki z tuńczykiem są obfite i doskonałe :-)
Wodę można pić z kranu, jest to zweryfikowana przez nas informacja, przynajmniej w Tunisie :-)
Język, ceny, komunikacja
W Tunezji ciężko jest się porozumieć, chyba że umiecie mówić w języku Arabskim lub Francuskim :-) Jak dotrze się do jakiegoś turystycznego zagłębia to wtedy możemy liczyć na konwersację po angielsku, ale to nie jest pewnik wszędzie. Każdy napotkany człowiek będzie jednak na tyle ciekaw was oraz chętny do pomocy, że na pewno uda się załatwić co potrzebujecie na migi. Bardzo dobrze sprawdza się także ściągnięty na telefonie słownik w trybie offline. Następnym razem chciałbym z pewnością nauczyć się podstawowych zwrotów po arabsku i po francusku.
Jeśli chodzi o ceny to Tunezja jest tanim krajem. Paliwo za 2 TND, streetfood za 3-7 TND, kawa 0.5-2 TND, restauracja 15 TND. Kurs Dinara obecnie to niecałe 1.5 PLN. Czujecie? Co do zasady, kiedy podróżuje to wchodzę w tryb offline, dlatego nie napisze nic na temat lokalnych kart SIM etc. Ciekawą jest z pewnością informacja że w zasadzie w każdym cafe, których jest na miejscu mnóstwo, jest dostępne dobre wi-fi, oczywiście bez opłat. Tunezyjczycy tak jak cały zachodni świat są w kręgu facebooka, mają konta na messenger i chętnie chcą się nimi z Wami połączyć.
Sprzęt
Poza piaskiem Tunezja nie ma jakiś specjalnych wymagań odnośnie sprzętu. Czyli standard, w miarę lekki motocykl i bagaż zapewnią mnóstwo zabawy i przygodę. Dobrze sprawdzają się opony na podłoże skaliste, np. Motoz Desert, doskonałe były również Pirelli MT21, do przodu wedle preferencji. Skały nie są specjalnie ostre, brak też cierniów akacji kłujących wasze dętki. Jednak te warto mieć w zapasie, podobnie jak inne części do motocykla - lokalne warsztaty specjalizują się tylko w małych chińskich skuterkach, ewentualnie antycznych europejskich, dużych moto nie znają. Warto zabrać też krem na słońce, nawet przy braku bezpośredniej ekspozycji, cały dzień w rozproszonym świetle na pustyni potrafi nas spalić.
Pozostaje jeszcze kwestia dronów. Napisze tak, w Tunezji istnieje oficjalny zakaz przywozu i używania dronów, jednak jeśli odwiedza się ten kraj drogą lodową (czyli promem), i bardzo się chce, to można, ale nie wolno, jakoś tak... :-)
Ludzie
Dotarłem do najważniejszego punktu, to ludzie. To z czym spotkaliśmy się w Tunezji zaskoczyło mnie zupełnie, pozytywnie. Nie wiem czy zachowanie Tunezyjczyków wynika z ich naturalnej pogody ducha czy ludzie Ci tak bardzo tęsknią do turystów i chcą ich powrotu do kraju. Ich zachowanie i życzliwość na każdym kroku nas czarowały. Dbają o to abyście czuli się u nich swobodnie i miło, jeśli np. obejdzie was duża ilość dzieciaków aby zrobić sobie z Wami i motocyklami selfie to starsi przepędzą tych których jest zbyt sporo, tak aby ich zdaniem było Wam odpowiednio miło. I tak na każdym kroku. Rozmawialiśmy trochę z lokalnymi przewodnikami, oni mocno widzą w turystyce utracony potencjał i chcą powrotu turystów do ich kraju. Cieszę się że mieliśmy okazję tam być właśnie teraz!



























Leave a comment